Cel czy podróż? Recenzja Surf Burger w Gdańsku.

Surf - burger

Cel czy podróż? Przeważnie skupiamy się na tym pierwszym, wyobrażając sobie siebie w momencie jego osiągnięcia, chcąc jak najszybciej przebyć drogę dzielącą nas od niego. Co jakiś czas ktoś, kto akurat miał odrobinę weny i nieco czasu, zauważa, że osiągnięciu celu nie zawsze towarzyszą nie wiadomo jakie przeżycia, które sobie wyobrażał. Jednocześnie, zdaje sobie sprawę, że droga, która go tam doprowadziła, była dużo ciekawsza i rozwojowa. A co jeśli wyczekiwany punkt na końcu okazuje się rozczarowaniem?

Ostatni weekend spędziłem w Trójmieście. W piątek mieliśmy rodzinną imprezę, w związku z czym w czwartek wieczorem zapakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy. Plan był prosty – wskakujemy na autostradę, ogień do Gdańska, szybka kolacja i przywitanie z rodziną, do łóżka i kolejny dzień spędzony na family party. W międzyczasie okazało się, że mój plan przetestowania jednej z trójmiejskich burgerowni stanął pod znakiem zapytania, ze względu na zmieniający się i napięty harmonogram weekendu. Jedyną opcją pozostał test późnym czwartkowym wieczorem, zaraz po przyjeździe. Cel był więc jasny – zdążyć przed zamknięciem lokalu i zjeść dobrego burgera – wybraliśmy jedną z najlepiej ocenianych w Trójmieście burgerowni. Od tego atrakcyjnego celu dzieliło nas 400 kilometrów autostrady i trzy do czterech godzin jazdy. Dzięki długim godzinom pracy lokalu, koncentracji na zdążeniu na czas, w czym pomagał narastający głód, udało nam się zdążyć i zakończyć dzień konsumpcją burgera w nowym miejscu w innym mieście.

Surf - lokal

Obiektem naszej wizyty tego wieczora był Surf Burger na ulicy Cieszyńskiego na gdańskim Chełmie. Jest to jedna z trzech lokalizacji stacjonarnych prowadzonych pod tą marką, równolegle z dwoma food truckami. Lokal znajduje się w dość wyludnionej o tej porze okolicy, w związku z czym byliśmy jedynymi osobami widocznymi w najbliższym otoczeniu, poza innym, przypadkowym wieczorowym gościem. Surf jest przyjemnie, nowocześnie wykończony i ma miłe wnętrze w którym ma się ochotę posiedzieć i zrelaksować. Brakuje co prawda typowego klimatu kameralnej burgerowni, jest nieco inaczej, ale to nie przeszkadza.

Surf - burger

Po konsultacji z ekipą za ladą, zdecydowaliśmy się na Karmel z norweskim kozim brązowym serem karmelowym i burger miesiąca – Dzik z mięsem z dzika. Po kilkunastominutowym oczekiwaniu przyszły dwa ładnie podane burgery – apetycznie wystające z papierka, na schludnym jednorazowym talerzyku. Pierwszym objawem, który nas zaniepokoił, było ukrycie mięsa głęboko w środku bułki – od jej granicy dzieliło je około 2 cm, co oznacza, że pierwszy gryz albo nawet dwa i trzy będą albo bezmięsne, albo z niewielką jego ilością. Już pierwsze kęsy potwierdziły tę obawę i dołożyły kilka innych rozczarowań. Bułka, poza tym że zdecydowanie za duża w stosunku do rozmiaru mięsa, które w niej ginęło, nie była ani trochę chrupiąca i zdominowała smak pozostałych składników. Jeśli chodzicie na burgery, żeby czuć głównie smak pieczywa, to odnajdziecie się w tym miejscu. Mięso, pomimo zamówienia krwistego i prawie surowego, było dobrze wysmażone w obu burgerach, a dodatkowo miało mdły smak, co po słabiutkiej bułce ostatecznie zabiło jakąkolwiek przyjemność z jedzenia. Z dodatków zapamiętałem kozi ser, ale było go na tyle mało, że słabo przebijał się przez pozostałe składniki (głównie bułkę) i w ogóle nie dało się wyczuć, że to ser norweski i karmelowy – jedyne co mogę o nim powiedzieć, to że wyczułem delikatną nutkę jakiegoś sera koziego. Sosy były równie nijakie i nie wybijały się smakowo. Oceniam na 2,5 i wracam z bardzo złymi wspomnieniami i ogromnym rozczarowaniem na początek weekendu. Zdecydowanie odradzam wizyty w tym lokalu i nie mam zamiaru wracać. Widziałem jednak wiele pozytywnych opinii, może więc warto sprawdzić inne lokalizacje. Jeśli jest tam lepiej, to szkoda że jeden lokal zabija markę całej sieci.

Surf - menuSurf - menuSurf - paragon

Wracając do punktu wyjścia dzisiejszego wpisu, cel czy podróż? Powyższe doświadczenie pokazuje, że cel może być zupełnie inny niż nasze wyobrażenie o nim, kształtowane podczas całej, niekiedy długiej podróży. Nasza droga była bardzo przyjemna – był czas na rozmowy i przemyślenia, udało się napisać jeden wpis na bloga, zaplanować weekend. A w międzyczasie myśleć o celu, który okazał się być największym rozczarowaniem od dłuższego czasu. W tym przypadku więc zdecydowanie podróż. Dobrze, że chociaż z niej mamy dobre wspomnienia.

Recenzje innych burgerowni w Trójmieście:

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *