Hamburger z Karaibów – recenzja

Karaiby - burger

Szczerze mówiąc, obawiałem się tej wizyty. Burgery mogą kojarzyć się z wieloma obszarami i tematami, dla przykładu z wołowiną i jej przeróżnymi odmianami, grillowaniem, bułkami, jedzeniem rękami, wspólnymi wypadami, przekąskami, czy w końcu z mięsnym obżarstwem. Wielu właścicieli burgerowni idzie tym tropem i nadaje odpowiednie nazwy prowadzonym przez siebie lokalom, jak choćby Bydło i Powidło, Między Bułkami czy po prostu Burgerownia. Dlatego też nazwa Hamburger z Karaibów nie wzbudziła we mnie dobrych skojarzeń.

No bo przecież, po pierwsze, dziś nie chodzimy już na hamburgery. Na hamburgery chodziliśmy w latach 90., zachłystując się pierwszymi łykami kapitalizmu, chłonąc wszystko co zachodnie, a więc również naładowane chemią bułki z mrożonym kotletem rozmrożonym naprędce w mikrofali, zalane obficie musztardą i ketchupem dla zabicia smaku. No a dziś chodzimy przecież na burgery. Po drugie, co mogą mieć wspólnego (ham)burgery z Karaibami? Może do mięsa dodają rumu? A może to lokal dla prawdziwych piratów? A może to burgery po latynosku, bardziej przypominające tacos, burritos czy jeszcze inne empanady?

Z tym wątpliwościami udawałem się na test Hamburgera z Karaibów na Puławskiej (Agata Iwanow i Anna Rzewuska dzięki za polecenie!). Wizyta już od pierwszych chwil była miła – zapoznałem się z właścicielem lokalu, Maćkiem, który wraz z dwoma kuzynami prowadzi już dwa punkty pod tą nazwą (drugi na rogu Bobrowieckiej i Chełmskiej) i właśnie wykańczają trzeci (jeśli dobrze zapamiętałem, na Żelaznej). W burgery wkładany jest kawał serca – chłopaki sami szykują mięso, sami też przygotowują burgery, ze stuprocentową elastycznością co do stopnia wysmażenia, składników, a nawet zmiany wyboru już po zapłaceniu. Oczekując na burgera porozglądałem się po lokalu – urządzony w piwnicy (półpiwnicy?), schludnie i przytulnie wykończony, jest co prawda mało miejsca – kilka krzeseł przy długim barowym stole i jeden stolik ze skrzynek na ulicy, ale zupełnie to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, tworzy ciekawy klimat.

Karaiby - lokal

Po kilku minutach oczekiwania (dosłownie) na stół wjechał burger – Koziołek Matołek z dojrzewającym kozim serem i żurawiną. Już od pierwszego kontaktu burger wyglądał przednio – nieregularna, chrupiąca bułka, przywodząca na myśl domowe wypieki, porządny kawałek mięsa, wystający kozi ser i lekko wyciękająca żurawina – wyglądał bardziej niż zapraszająco. Pierwszy kęs był uspokajający niczym pierwszy łyk piwa w piątek wieczorem po całym tygodniu w pracy – bułka okazała się tak dobra i chrupiąca jak wyglądała, mięso w sam raz krwiste i soczyste, dodatki i sos idealnie skomponowane, udowadniając kolejny raz, że kozi ser i żurawinę wymyślono właśnie do burgerów. Z każdym kolejnym gryzem obawy co do Hamburgera z Karaibów odchodziły w niepamięć, wypierane przez pyszną kompozycję smaków. Hamburger z Karaibów dostaje mocne 4 i wskakuje na 5. miejsce. Jeśli kolejne wizyty i kolejne burgery będa równie pozytywne, jest szansa na awans, a powrót do tego miejsca i pozostałych lokali prowadzonych przez zaangażowanych kuzynów jest bardziej niż prawdopodobny.

Karaiby - menu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *