Królów jest dwóch, czyli Wół na stół awansuje do mistrzowskiego grona :)

Wół na stół - neon

Jakie to wspaniałe uczucie, kiedy coś jest tak dobre, że trudne, albo wręcz niemożliwe jest dalsze tego czegoś usprawnianie. Dotyczy to również burgerów, dla których do tej pory, w mojej ocenie, można było powiedzieć tak tylko o jednym miejscu, czyli Burger Barze. Już nie. Do grona absolutnych mistrzów świata z oceną 5, po kolejnej wizycie, dołącza Wół na stół. Czytajcie więcej w dzisiejszym wpisie.

Próbowałem wrócić do Wół na stół przez trzy miesiące. Pierwszym impulsem był limitowany burger sierpnia, czyli Fungi z kurkami w śmietanie, boczkiem i oliwą truflową. Uwielbiam wszystko co z kurkami i jestem przekonany, że burger z nimi jest równie wyśmienity co wszelkiego rodzaju mięsa, makarony, zupy czy, wydawałoby się banalna, jajecznica. Nie zdążyłem. Umawiałem się z Damianem, właścicielem Wół na stół dwa razy, dopytywałem czy kurki nadal są, już miałem przyjeżdżać, i zawsze coś wypadało. Kurki się skończyły, a ja nie dojechałem. We wrześniu Wół na stół kolejny raz idealnie dopasował burgera miesiąca do produktów sezonowych, wprowadzając Figo Fago z figami, kozim serem i orzechami włoskimi. Figi lubię prawie tak bardzo jak kurki, w związku z czym momentalnie zacząłem kolejne umawianie się na wizytę, żeby nie przegapić chociaż tego sezonu. Nie zdążyłem. Znów byłem umówiony raz czy dwa, znów już prawie jechałem na Ursynów, i znów się nie udało. Masakra.

Wół na stół - lokal

Przyszedł październik, burger z figami przeszedł do historii, a jego miejsce zajęła Zorba z serem feta, oliwkami i sosem tzatziki. Nie jestem fanem fety i greckich kombinacji innych niż legendarny gyros w picie albo grillowana ośmiornica, w związku z czym Zorba nie przemówiła do mnie tak jak burgery poprzednich dwóch miesięcy. I jak to w życiu bywa, udało mi się wpaść do WNS akurat wtedy, kiedy burger miesiąca najmniej odpowiadał mojemu gustowi 😉 To co jednak bardzo przemówiło zarówno do mojego gustu, jak i do zadowolenia z poziomu obsługi, to fakt, że napisałem do WNS czy z uwagi na dostępność fig w sklepach można nadal spróbować wrześniowego burgera w miesiąca w październiku, na specjalne zamówienie, i odpowiedzieli że nie ma problemu, tylko żeby dać znać kiedy będziemy, żeby mogli kupić figi. Jak wszystkie placówki usługowe osiągną taki poziom obsługi klienta, będziemy żyli w naprawdę lepszym świecie. A kiedy dojdzie on do urzędów państwowych, jak w bardziej rozwiniętych krajach zachodu, to pokolenie naszych rodziców dozna szoku stulecia.

No a jak było? W związku z tym, że wybraliśmy się razem z żoną i mogliśmy zamówić dwa burgery, wybraliśmy właśnie Figo Fago z figami, kozim serem, orzechami włoskimi, roszponką i sosem żurawinowym i moją ulubioną pozycję ze stałej karty, czyli Englisha z cheddarem, bekonem, jajkiem sadzonym, sosem miodowo-musztardowym i warzywami. Do burgera można wybrać jeden  z kilku rodzajów bułki wypiekanej na miejscu. My zdecydowaliśmy się na słodkawą brioszkę do jednego i słonawą bułkę preclową do drugiego. Burgery od pierwszego kontaktu prezentowały się imponująco. Podane na dużych talerzach, ozdobionych ziołami, w towarzystwie kilku nachosów, zachęcały do wgryzienia się w najszybszym możliwym czasie. English kolejny raz ustanowił klasę samą dla siebie. Wszystko w tym burgerze gra – chrupiąca, smaczna bułka, mięso doprawione i wysmażone w sposób, którego mogłyby uczyć się pozostałe burgerownie, dodatki grające ze sobą niczym idealnie dopasowany zespół mistrzów świata najbardziej wymagających sportów zespołowych i sos będący przesmacznym zwieńczeniem całości. Po namyśle, wcale nie potrzeba mi burgerów sezonowych, mogę zawsze jeść Englisha i być zachwycony jak w dniu, kiedy pierwszy raz zjadłem prawdziwie dobrego burgera.

Wół na stół - English

Figo Fago był prawie równie dobry. Bułka i mięso na podobnie mistrzowskim poziomie, dodatki też fajnie dobrane i nawzajem wyciągające z siebie to, co w każdym z nich najlepsze. Jednakże, moim kubkom smakowym bardziej odpowiada English, stając się ex aequo z Cheeseburgerem z Burger Baru moim burgerem numer 1 w Warszawie, a właściwie to nr 1 WSZĘDZIE! Po powyższym doświadczeniu, nie da się ocenić burgerów z WNS na mniej niż 5, co oznacza historyczny moment, w którym w gronie absolutnych burgerowych mistrzów, obok Burger Baru pojawia się drugi gracz. Gratulujemy, cieszymy się razem z ekipą Wół na stół i trzymamy kciuki za utrzymanie tak wysokiego poziomu! Wrócimy na pewno jeszcze nie raz!

Wół na stół - Figo Fago

Poprzednia wizyta:

1 Komentarz

  1. Piotr

    Jakiś czas temu z Narzeczoną wybrałem się na tego burgera, bo były vouchery dostępne za śmieszne pieniądze. W sumie czemu by nie pójść?

    Zamówiłem tego english i na początku z dosyć dużą dozą sceptycyzmu podchodziłem do jajka w środku.
    Ale po pierwszych paru kęsach wiedziałem, że trzeba tam będzie wrócić. „Raczej, nie inaczej” :))
    Rewelacja i odkrycie sezonu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *