Lepiej w Bike Bistro, ale czy wystarczająco dobrze?

Bike Bistro - burger

Po kilku latach, a dokładniej dwóch albo trzech, udało mi się wrócić do Bike Bistro, które pierwszy raz odwiedziłem niedługo po otwarciu. Wspomnienia z tej odległej wizyty nie były najlepsze – pamiętam, że składniki nie bardzo do siebie pasowały, mięso było zbyt wysmażone i burger nie był najwyższych lotów. W międzyczasie słyszałem kilka dobrych opinii, zachęcających do powrotu. Czy rzeczywiście było warto? Czy wrócę kolejny raz?

Zacznę od kilku słów wyjaśnienia, dlaczego wpisy na blogu ostatnio pojawiają się tak rzadko. W ostatnich miesiącach znacznie rozszerzyły się moje obowiązki zawodowe, pozostawiając jeszcze mniej czasu na zainteresowania, do których zalicza się niniejszy blog. Skutkuje to faktem, że mam mniej czasu zarówno na wizyty w burgerowniach, jak i na ich późniejsze recenzowanie. Obawiam się, że dopóki ten stan rzeczy się nie zmieni, częstotliwość wpisów pozostanie na niższym poziomie. W międzyczasie zachęcam Was do dzielenia się Waszymi wrażeniami z wizyt oraz informacjami o nowo odkrytych lokalach. A teraz do rzeczy, czyli do burgerów :)

Bike Bistro - front

W Bike Bistro zdecydowałem się na Górala z warzywami, kozim serem, rukolą, żurawiną i sosem – wydaje mi się, że był to rekomendowany BBQ. W trakcie robienia zdjęć menu, pani przyjmująca zamówienie zapytała mnie, czy to do jakiegoś bloga. Po odpowiedzi że tak, i że właśnie do tego bloga, poziom ekscytacji po stronie pani znacznie wzrósł i podzieliła się ze mną, że zna, czyta, a także że spotkaliśmy się już kiedyś, jako że smażyła burgery już w kilku lokalach, które odwiedzałem. Następnie opowiedziała mi o zmianach, jakie zaszły w Bike Bistro od mojej ostatniej wizyty, o źródłach składników, a także pokazała profesjonalnie zmielone mięso. Rozmowa była przemiła, pani naprawdę zaangażowana (życzę wszystkim burgerowniom tak oddanych pracowników!), a opis wszystkich zmian robił wrażenie – moje zaciekawienie powstającym właśnie burgerem znacznie wzrosło.

Bike Bistro - menu

Efekt wizualny zaserwowany do stolika był piorunujący – ładnie zarumieniona bułka była posmarowana sosem BBQ, na nim ładnie ułożono warzywa, na których spoczywało mięso otulone idealnie roztopionym serem, przykrytym z kolei żurawiną, zamkniętą górną połową bułki. Zapowiadało się więc nieźle, niestety w smaku burger nie sprostał oczekiwaniom postawionym przez wzrok.

Bike Bistro - burger

Jak można zobaczyć na zdjęciu przekroju burgera, sos BBQ wsiąkł w dolną połowę bułki, robiąc z niej wilgotną papkę. Mięso było zmielone na grubo, za którym to rodzajem mielenia nie przepadam – na szczęście było mocno krwiste, co w jakimś stopniu uratowało sytuację. Warzyw było tak dużo, że przytłumiały smak pozostałych składników, a przecież są one najmniej ważną częścią burgera. Bułka fajnie chrupała i była najmocniejszą stroną kanapki, sosy też były niezłe. Całościowo składa się to na ocenę 3.5, czyli o 0.5 lepiej niż przy poprzedniej wizycie, co daje awans z 50. na 39. miejsce rankingu. Czy warto wracać? Ostatnio doszedłem do wniosku, szczególnie mając mniej okazji rozkoszować się burgerami, że nie warto wracać do miejsc z ocenami poniżej 4.5 i bez szczególnych perspektyw na poprawę do takiej noty. W przypadku Bike Bistro, ocena 3.5 jest tak daleka od 4.5, że wracać raczej nie warto, przynajmniej do czasu kolejnej burgerowej rewolucji.

Bike Bistro - burger przekrój

Bike Bistro - paragon

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *