Warsaw Hot Dog – recenzja

Meat Inn - burger

Jednym z najgorętszych tematów ostatnich tygodni są uchodźcy. Media prześcigają się w relacjonowaniu coraz bardziej emocjonalnych historii, a politycy pokazują swą nieskończoną mądrość, tłumacząc nam, prostemu ludowi, że uchodźca i emigrant to dwa zupełnie oddzielne tematy. Przy okazji każda partia próbuje wykorzystać ten jakże nośny temat do swojej wyborczej gry, robiąc narodowi, jak zawsze, papkę z mózgów. No dobra, ale jak to wszystko ma się do burgerów? Moja niedawna wizyta pokazała, że ma, a nawet bardzo.

Pewnie zauważyliście, że od kilku lat konsekwentnie zwiększa się liczba Ukraińców w Polsce. Na początku byli to w większości, zgodnie z nomenklaturą wykładaną ostatnio przez media, emigranci ekonomiczni. Od czasu rozpoczęcia konfliktu we wschodniej Ukrainie, dołączyli do nich zapewne również uchodźcy. Pierwszą falę emigracji zarobkowej, z którą ja się spotkałem, stanowiły panie do sprzątania – od studentek dorabiających do pensji rodziców, przez mało wykształcone kobiety w średnim wieku utrzymujące całe rodziny, po starsze panie pracujące nadal pomimo emerytury, prawdopodobnie jeszcze niższej niż u nas. Była to głównie nielegalna praca przy sprzątaniu prywatnych mieszkań, ale od jakiegoś czasu można spotkać ukraińskie sprzątaczki również w biurach, legalnie zatrudnione przez firmy sprzątające. Kolejny etap który zauważyłem, to stragany z warzywami. W okolicy w której mieszkam, w jednym czasie, w wielu punktach sprzedających warzywa pojawili się nagle Ukraińcy. Wtedy w gruzach legła moja sielankowa wizja, że każde stoisko to mini biznes pana bądź pani stojących za ladą – okazało się, że to prawdopodobnie prężne przedsiębiorstwo dysponujące wieloma punktami sprzedaży, szukające możliwie najtańszych pracowników. W kolejnym etapie Ukraińcy zaczęli pojawiać się w biurach, osobiście spotkałem ich najwięcej w działach audytu i marketingu i w większości przypadków współpraca była bardzo udana. A dziś jesteśmy świadkami nowego rozdziału obecności Ukraińców w Polsce – pracy w burgerowniach.

Ostatnią wizytę odbyliśmy dość konkretną grupą z okazji odwiedzin kumpla mieszkającego za granicą, chcącego spróbować słynnych warszawskich burgerów. Wybraliśmy na test burgerownię z wieloma pozytywnymi ocenami – Meat Inn (obecnie Warsaw Hot Dog) na Nowogrodzkiej. Lokal z zewnątrz prezentował się dość niepozornie – był słabo oznaczony i na początku miałem problemy z odnalezieniem go. W środku powitało nas długie i wąskie pomieszczenie z ladą na końcu i menu zawieszonym nad nią. Do wyboru było kilka burgerów, w tym chyba więcej niż połowa wegetariańskich z różnymi opcjami do wyboru zamiast mięsa – od portobello, przez łososia po krewetki – szacun, bo właśnie z powodu braku takich składników większość wegetarian omija tego typu knajpy szerokim łukiem.

Meat Inn - lokal

I właśnie tutaj pojawił się wątek Ukrainy. Pani stojąca za ladą powitała nas, wręczając nam do rąk swoją komórkę. Całkiem miłe powitanie – jeszcze nic nie zapłaciliśmy, a wyglądało na to, że byliśmy do przodu o telefon… Okazało się, że pani jest Ukrainką i nie mówi po polsku, ale jej koleżanka po drugiej stronie linii mówi nieco lepiej, choć też jest Ukrainką :) Pomimo nieco skomplikowanego trybu, udało nam się złożyć zamówienie, przekazując telefon od osoby do osoby, w międzyczasie kilkukrotnie zmieniając zdanie co do zamówionych burgerów. Następnie, pani z drugiej strony słuchawki przekazała wszystko swojej koleżance za barem i oddelegowała ją do smażenia burgerów. Pomimo bariery językowej i naszego niezdecydowania, wszystkie burgery przyszły zgodnie z zamówieniem – szacun!

Meat Inn - menu

Mój wybór padł na Chilli Lemon. Niestety, nie udało mi się zapamiętać, co zawierał poza warzywami i właśnie sosem chilli lemon, ale wydaje mi się, że jeszcze jakiś składnik z kuchni azjatyckiej. Bułka była smaczna, trochę jakby wpadająca w precla, ale niestety miękka. Mięso całkiem krwiste, dodatki i sos prawie niewyczuwalne, dające leciutką nutkę dalekiego wschodu. Całość była poprawna i smaczna i zasłużyła na 4 i 16. miejsce w rankingu, ale zachwycać się nie będę. Z ciekawości pozostałych kompozycji smakowych jestem gotowy wrócić, jeśli akurat będę w okolicy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *