Metrem na burgera, czyli o powrocie do Ale Burger na Kabatach

Ale Burger - burger

Po odwiedzeniu ponad połowy burgerowni w Warszawie, coraz częściej zdarza mi się wracać do już odwiedzanych, często po dłuższej przerwie, a nie tylko testować nowe. Tym razem, po około rocznej nieobecności, odwiedziłem Ale Burger na Kabatach, w celu sprawdzenia czy zgodnie z daną mi obietnicą, potrafią przygotować naprawdę krwistego burgera.

Po ostatniej zmianie pracodawcy, pierwszy raz pracuję w biurze zlokalizowanym przy samym wejściu do metra. W związku z tym, często korzystam z tego środka transportu i częściej zaglądam do burgerowni zlokalizowanych przy jego trasie. Dzięki temu dotarłem na Kabaty, które odwiedzam raczej rzadko i gdzie funkcjonuje jedna burgerownia, czyli właśnie Ale Burger. Z poprzedniej wizyty zapamiętałem, że burger był niezły, wszystko w nim mniej więcej grało, poza zbyt wysmażonym i w ogóle nie krwistym mięsem. Po zgłoszeniu tego miłej pani na kasie, obiecała że przy kolejnej wizycie na pewno taki będzie, tylko żeby wyraźnie zaznaczyć. Skrzętnie zapamiętałem tę obietnicę i prawie rok później wróciłem ją zrealizować.

Ale Burger - lokalAle Burger - menu

Na pierwszy rzut oka Ale Burger wygląda dokładnie tak samo jak ostatnio i raczej nic się w nim nie zmieniło. W środku znajdują się dwa poziomy, parter z grillem i kasą oraz piętro ze stolikami. Po rozeznaniu się w możliwych opcjach, zamówiłem Bluczis z serem pleśniowym, konfiturą żurawinowo-balsamiczną, rucolą i ogórkiem. Mięso zamówiłem oczywiście krwiste, prawie surowe. Po zamówieniu rozsiedliśmy się na górze, na antresoli pogrążonej w półmroku, w oczekiwaniu na nasze burgerki. Po około dwudziestu minutach przyszły bardzo ładne bułeczki z apetycznie wyglądającą zawartością. Już pierwszy gryz przyniósł bardzo pozytywne odczucia związane z odpowiednio dobranymi składnikami. Ser pleśniowy i sos żurawinowy to sprawdzone połączenie, które ciężko zepsuć. Bułka była smaczna i chrupiąca, ładnie posypana czarnuszką. Jedynym problematycznym elementem było, ponownie, mięso. Pomimo długiej rozmowy z panem na kasie, o tym żeby było krwiste, niestety nie udało się osiągnąć takiego stopnia wysmażenia. Ponowna rozmowa przed wyjściem z lokalu wzbogaciła nas o wiedzę, że burger był krótko smażony, ale potem leżał w cieple obok grilla…. Jednym słowem, mięso zostawiono w warunkach, w których każdy rodzaj mięsa wysmażony na krwisto dochodzi do kolejnych stopni wysmażenia. Co więcej, pan na kasie był świadomy zachodzenia w mięsie takiego procesu, a mimo to zdecydował się zostawić je w takich warunkach. Bardzo to wszystko dziwne i, niestety, uniemożliwia Ale Burgerowi zdobycie dobrej oceny. Z odpowiednim wysmażeniem, byłby to jeden z lepszych burgerów w tej części miasta, ale z tak silnym mankamentem staje na czele przedziału dla silnych średniaków. Jeśli lubicie dobrze wysmażone burgery, będziecie zadowoleni. Jeśli wolicie krwiste, szkoda czasu. Wielka szkoda. Może za kolejny rok będzie lepiej.

Ale Burger - paragon

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *