Największe rozdarcie tej zimy, nieziemski BBQ i wizyta w Kamperze na Grzybowskiej

Kamper - burger

Dziś będzie krótko. Dlaczego? Właśnie kończę się pakować i razem z moją małżonką wylatujemy wieczorem na długo wyczekiwany urlop. Ale jeszcze przed wylotem chciałem podzielić się z Wami wrażeniami z nowo odwiedzonej burgerowni, żebyście nie musieli za kilka tygodni czytać już nie najświeższych wspomnień 😉

Tym razem zacznę od końca. To była wizyta, która spowodowała we mnie największe rozdarcie podczas mojej już nie najkrótszej burgerowej historii. Dlaczego? Przeważnie, kiedy je się burgera, to albo wszystko jest fantastyczne, albo jest średnio (niestety, w większości przypadków), albo jest po prostu słabo. Tym razem było jednak pomiędzy. Moje kubki smakowe zostały poddane sprzecznym wrażeniom i przez długi czas nie mogłem zdecydować, czy jestem zadowolony, czy wręcz przeciwnie. Tak mieszanych odczuć dostarczył polecany przez Was niejednokrotnie Kamper na Grzybowskiej.

Kamper - front

Kiedy oglądałem zdjęcia Kampera przed wizytą, miałem wrażenie, że lokal znajduje się na zewnątrz i jedyne co zabezpiecza go przed zimnem, to a’la namiotowe ściany z folii. Po przyjechaniu na miejsce, okazało się, że rzeczywiście tak jest, a w środku atmosferę podgrzewają dodatkowo gazowe podgrzewacze. Muszę przyznać, że to zupełnie nowy i ciekawy koncept na burgerownię. Co więcej, budka z burgerami, razem z przylegającym do niej namiotem, jest wciśnięta pomiędzy całkiem spore, stare budynki, co dodatkowo potęguje ciekawy klimat tego miejsca.

Z dość krótkiej, dziewięcio-pozycjowej karty, wybrałem Krążka z bekonem, krążkami cebulowymi, camembertem, roszponką, śmietaną i sosem BBQ. Szczerze mówiąc, nie byłem przekonany do śmietany połączonej z sosem BBQ, ale chłopak za grillem, sprawiający wrażenie właściciela lokalu, zachwalał wszystkie, dość oryginalne kombinacje, jako własną wenę, podpisując się pod ich dopasowaniem. Raz kozie śmierć – próbujemy.

Kamper - menu

Zaserwowany burger wyglądał zachęcająco, zapraszając do wgryzienia się w bogactwo dodatków – mięso ładnie leżało na roszponce, na nim roztopiony camembert, na nim bekon, sos bbq, i krążki cebulowe pokryte od wierzchu śmietaną – moje oczy chciały od razu dać 5/5 i przejść jak najszybciej do jedzenia. Pierwsze rozczarowanie nastąpiło po wzięciu burgera do ręki – bułka była miękka jak wata. Bardzo, naprawdę bardzo mnie to rozczarowało, ponieważ było mega kontrastem do wrażeń wizualnych. Nieco zniechęcony, wziąłem pierwszego gryza, po którym doznałem kolejnego rozdwojenia doznań. Połączenie smakowe dodatków zwaliło mnie z nóg. Dobrze, że siedziałem, bo inaczej chyba szukałbym podpory. WOW! Camembert z bekonem, krążkami cebulowymi, śmietaną i sosem BBQ okazał się „zapominaczem o całym świecie”. To było tak, jakbym znów pierwszy raz w życiu jadł naprawdę dobrego burgera. Chyba duży udział w tym miał sos BBQ – smakował, jakby był doprawiony czymś bardzo wybijającym się w smaku i oszałamiającym kubki smakowe. Wracając do mojego rozdwojenia – negatywem, przez który nie tylko pozytywne wrażenia pojawiły się w moim odbiorze, było mięso, które niestety było wysmażone średnio, a nie krwiście. Jak wyobrażam sobie tego burgera z dobrą, chrupiącą bułką i krwistym mięsem, to na samą myśl kosmiczności takiego połączenia aż kręci mi się w głowie – przecież tu kryje się potencjał na nowego mistrza warszawskich burgerowni!

Kamper - przekrój

Doszliśmy do najtrudniejszego momentu tej wizyty, recenzji i oceny. Jak ocenić burgerownię, w której dodatki i sosy są tak dobre, że brakuje dla nich skali i dostają najmocniejsze 5, jakie jestem w stanie sobie wyobrazić, a jednocześnie bułka i mięso ledwo dają radę na 3? Z arytmetycznej średniej wychodzi dokładnie 4, które jest oceną, od której polecam daną burgerownię. Ale jak tu dać 4 lokalowi, w którym są niedobre bułki i zbyt wysmażone mięso? Gryzło mnie to przez prawie tydzień od czasu kiedy odwiedziłem Kampera i po namyśle stwierdziłem, że 4 się należy – matematyka nie kłamie, nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem tak dobrze doprawionego burgera, widać że właściciel wkłada w to miejsce kupę serca i energii i może zachęcony tą recenzją, wymieni bułki i następnym razem zdejmie krwistego burgera z grilla dwie minuty wcześniej. Zostaje 4, które daje 20. miejsce na 53. burgerownie uwzględnione na dzisiaj w rankingu. Będę musiał wrócić z naklejką :)

Tak jak wspominałem na początku, właśnie wyjeżdżam na kilkutygodniowy urlop, w miejsce w którym raczej nie ma burgerowni i podobno nie ma Internetu, a przynajmniej nie dla turystów. Oznacza to, że przez te kilka tygodni nie będzie nowych recenzji, ale ranking wraz z mapą będą chętnie Wam służyć i wspierać w burgerowych wizytach :)

Kamper - paragon

4 Komentarzy

  1. Zbigniew

    Wlasnie w tych bułkach jest caly urok tego butgera. Mieka bulka, ktora nie rozmiekka pod wplywem sokow z miesa i sosu. CZego wiecej oczekujesz po burgerze?! Innowacyjna i domowa proba odejscia od klasyku jakim jest bardzo chrupiaca bulka( czesto nawet nie do ugryzienia).
    Jezeli chodzi o poziom wysmazenia miesa to zgadzam sie. Powinno byc zdjete chwile wczesniej z ognia. Nie wiem czy takie podanie jest proba dotarcia do ludzi o obojetnym guscie jezeli chodzi wlasnie o poziom wysmazenia miesa czy jest to zwykla „olewka”.?
    Nie patrzac na to, Kamper jest jest zdecydowanie jeednym z najlepszych butgerowni w Warszawie.

  2. Rafał (Post autora)

    Nie oczekuję bardzo chrupiącej bułki, której nie da się ugryźć, tylko lekko chrupiącej z zewnątrz, a miękkiej w środku – ideał! Dzięki za obszerny komentarz!

  3. Michał

    Nie uważam się za jakiegoś eksperta z burgerologii, ale za miłośnika jak najbardziej. Jadam średnio raz w tygodniu i testowałem już chyba większość stołecznych miejscówek. KAMPER jest moim osobistym numerem 1 ze względu na mięso, dodatki i za podejście właściciela, którego zdążyłem już trochę poznać :) Wkłada w to miejsce i w swoje burgery mnóstwo serca, co widać i czuć! Jedyną rzeczą, której zdarza się czasem nie spełniać moich oczekiwań, jest… bułka. Brioche maślane są super, ale to pewnie kwestia piekarni, której być może nie zawsze udaje się je upiec w identyczny sposób. Następnym razem polecam spróbować WŁOCHA, BURAKA lub ANANASA, poezja smaków!
    P.S. Średnio wysmażone mięso, to chyba standard preferowany przez KAMPERA. Warto po prostu zaznaczyć przy zamówieniu, jak długo ma leżeć na grillu

    1. Rafał (Post autora)

      Coś czuję, że nie obejdzie się bez którejś z powyższych rekomendacji, kiedy wrócę z naklejką :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *