Nowa burgerownia w mojej dzielni czyli Gorący Pies w Miasteczku Wilanów

Gorący Pies - burger

Po wielu miesiącach bez żadnego nowego otwarcia, w mojej okolicy pojawiła się czwarta burgerownia. Po Taste Burgerze, Fresh Burgers i Bike Bistro, w czwartą stronę świata od mojego domu otworzył się Gorący Pies w Miasteczku Wilanów. Takiej okazji nie mogłem przepuścić i postanowiłem sprawdzić czy po sąsiedzku powstała w końcu sensowna alternatywa dla jedynego, póki co, wartego polecenia Taste’a.

Wizytę w Gorącym Psie postanowiłem połączyć z otwarciem sezonu hulajnogowego. Był przyjemny wieczór, w powietrzu czuć już było zaczynającą się wiosnę i pomimo że niecałe 10 stopni nie zachęcało do przedłużonego przebywania poza domem, szybka dwukilometrowa przejażdżka na burgera była bardzo przyjemna. Po dojechaniu na miejsce oczom mym ukazał się bardzo przyjemnie wyglądający z zewnątrz lokal, nowocześnie urządzony na parterze jednego z dziesiątek, albo już setek bloków Lemingradu. W środku widać było około dziesięciu stolików, ale przy żadnym nie było gości – nie najlepszy znak dla restauracji. Za to obsługi naliczyłem aż pięć osób – o co chodzi?

Gorący Pies - front

Wjechałem do knajpy z hulajnogą, a przemiła pani kelnerka powiedziała że to żaden problem i mogę ją zaparkować obok stolika. W środku panowała bardzo miła atmosfera, choć muszę przyznać że dziwnie się czułem siedząc w restauracji sam. W przeciwieństwie do większości burgerowni, karta nie była wypisana kredą na tablicy, ale w postaci drukowanego menu na stole. Lista burgerów była dość krótka, co zaliczam na plus – można było szybko podjąć decyzję. Z okazji zbliżającej się Wielkanocy i trwającego Wielkiego Tygodnia, zdecydowałem się na burgera z Jajkiem i Bekonem, do którego poprosiłem o dołożenie żółtego sera.

Gorący Pies - menu

Burger przyszedł dość szybko, podany w bardzo atrakcyjny sposób – zawinięty w brązowy papier spięty na górze mini sprzączką wzorowaną na sprzączkach do prania. Po rozwinięciu, z papierka wyjrzał na mnie bardzo atrakcyjny burgerek, niepokojący jedynie naładowaniem, a właściwie przeładowaniem składników. Po wzięciu do rąk, wyciekł z niego strumień sosu BBQ, który cieknąc mi po rękach, szybko uformował kałużę w papierku. I to wszystko przed pierwszym gryzem! Bardzo nie lubię sosu cieknącego po rękach, więc zbudowało to negatywne odczucia jeszcze przed pierwszym kęsem.

Gorący Pies - opakowanie

Za pierwszym gryzem udało mi się złapać jedynie bułkę i warzywa. Za drugim dotarłem do mięsa, które było największym rozczarowaniem tego wieczora. Pomimo że krwiste, to miało konsystencję, którą określam jako grudkowatą. Nie wiem z czego ona wynika, ale czasami mięso jest takie, że po prostu rozpływa się w ustach, przenikając się smakiem z innymi składnikami, a czasami jest grudkowate, sprawiając że aż zastanawiasz się, co mu się stało, a dodatkowo pozostałe smaki po prostu się od niego odbijają. Niestety, w tym przypadku miała miejsce ta druga sytuacja. Mięso było zdecydowanie najsłabsze w tym burgerze i po paru gryzach sprawiło, że nie chciało się jeść dalej. Pierwszy raz od długiego czasu nie dokończyłem burgera. Pozostałe składniki też nie były w stanie uratować sytuacji – bułka przeciętna, dodatki, mimo że w sprawdzonej kompozycji, to w tym burgerze jakoś nie smakowały, a sos BBQ, nie dość że cienki i rzadki, to jeszcze, tak jak wspominałem, w ilościach zalewających wszystko dookoła. Całościowo spina się to na słabą ocenę 2.5 i daje Gorącemu Psu niskie 47. miejsce. Pomimo bardzo przyjemnie urządzonego lokalu i miłej obsługi, poziom burgerów nie pozwala mi polecić tego miejsca. Jedynym sensownym wyborem w okolicach Wilanowa, Sadyby i Stegien nadal pozostaje Taste Burger. W tym sezonie planuję dać kolejną szansę Bike Bistro i Fresh Burgers i sprawdzić czy coś w międzyczasie się zmieniło.

Gorący Pies - profil burgera

Gorący Pies - lokal

Gorący Pies - lokal

Gorący Pies - lokal

Gorący Pies - paragon

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *