O niepowtarzalnym klimacie Pragi i wizycie w Slimburger

Slimburger - burger

Od kilku lat coraz chętniej wybieram się na Pragę. Z każdym rokiem przybywa tu fajnych miejsc, coraz więcej się dzieje, a przepiękne, historyczne budynki, odzyskują dawnych blask dzięki renowacjom. Jednocześnie, w wąskich uliczkach pomiędzy przedwojennymi kamienicami, w bramach i na podwórkach nadal czuć niepowtarzalny klimat od lat kojarzony z tą częścią Warszawy. Dość powoli, w porównaniu z lewobrzeżną stroną miasta, rozwija się tu ruch burgerowy, przez co każdy test nowego lokalu potrafi urosnąć do rangi nie lada przeżycia. Tym razem takim wydarzeniem była wizyta w Slimburger na 11 listopada.

Zaparkowałem na Inżynierskiej, obok bramy, w której do głośnego pożaru funkcjonował legendarny niegdyś Sen Pszczoły, lokal z niepowtarzalnym klimatem, którego nie udało się odbudować w żadnej z kolejnych lokalizacji. W oficynach kamienic, chyba jak nigdzie indziej, przeszłość przeplata się z nowoczesnością i tak zakład szewski, wyglądający jakby pamiętał odgłos niemieckich obcasów na bruku, sąsiaduje z jedną z popularnych od niedawna kooperatyw spożywczych. Kilka kroków dalej, w bramie stoją panowie, po których widać, że spędzają w niej większość życia, stanowiąc jeden z nieodłącznych elementów praskiego klimatu. Na najbliższym rogu, na skrzyżowaniu ulic 11 listopada i Inżynierskiej znajduję cel mojej wędrówki – Slimburger, zapraszający jasnym wnętrzem do narożnej oficyny w starej kamienicy.

Slimburger - front

Łukasz, kucharz w Slimburger, o którym przeczytacie w dalszej części wpisu

Lokal jest przyjemnie i nowocześnie urządzony i oferuje sporo miejsca przy kilku stolikach. Pierwszą niespodzianką tego dnia jest karta, która nie ma gotowych kompozycji burgerowych przygotowanych przez obsługę, tylko listę składników i sosów do wyboru, z których mamy sami złożyć sobie burgera. Ciekawe podejście, choć muszę przyznać, że lubię mieć kilka gotowych opcji do wyboru. Mam akurat ochotę na klasycznego burgera BBQ, w związku z czym decyduję się na bekon, ser mimoletta (ciekawe czy różni się czymś od mimolette :)), warzywa i chutney. Jako że do burgera dodawane są dwa sosy, miła pani przyjmująca zamówienie i wyjaśniająca jak działa składanie kanapki z dostępnych składników, do chutney’a rekomenduje cezara z anchois. Nie jestem przekonany, jako że anchois niekoniecznie pasuje mi do wołowiny i chutney’a, ale pani tak przekonująco namawia, tłumacząc, że ona też nie wierzyła dopóki nie spróbowała, a teraz to jej ulubiona kompozycja, że daję się namówić – raz się żyje, szczególnie na Pradze :) Bardzo fajnie okazuje się rozwiązana kwestia napojów – można zamówić odpłatnie napój w butelce, ale można też do burgera napić się bezpłatnie lemoniady albo herbaty, parzonej z miętą i czymś jeszcze – chyba cynamonem? Szacun za pomysł i bardzo fajny darmowy dodatek – niedużo kosztuje, a jest bardzo miłym i wyróżniającym gestem.

Slimburger - menu

Burgery dość szybko pojawiają się na naszym stole w akompaniamencie ćwiartek pomarańczy. Ładnie to wygląda, choć nie do końca rozumiem połączenie i raczej nie mam ochoty na smak tego owocu po kanapce. Burger wygląda bardzo zachęcająco, ale w mojej głowie świecą się dwie lampki ostrzegawcze – jedna związana z cezarem z anchois, druga ze stopniem wysmażenia mięsa – kucharz odmówił wysmażenia go na krwisto, tłumacząc, że dodaje tłuszczu i niewysmażenie go do wyższego stopnia spowoduje problemy żołądkowe. Podobnie jak pani od cezara z anchois, zapewnia jednak, że burger nie będzie suchy i że będę zadowolony – widocznie na Pradze wiele trzeba przyjąć na wiarę :)

Slimburger - burger

Smak burgera jest zadziwiająco dobry, biorąc pod uwagę opisane przeze mnie wcześniej, potencjalnie zagrażające temu smakowi elementy. Bułka maślana fajnie chrupie, choć mogłaby mieć pełniejszy smak. Mięso jest lekko krwiste, a stopiony tłuszcz rzeczywiście nadaje mu wilgotności która sprawia, że większego stopnia krwistości nie brakuje. Nie bardzo przeszkadza nawet lekka grudkowatość mięsa. Dodatki i warzywa dobrze komponują się z mięsem i bułką, a sosy są prawdziwym mistrzostwem świata. Chutney wręcz idealnie uzupełnia się z cezarem, a anchois nie jest w ogóle wyczuwalne. Ten element zdecydowanie najbardziej wybija się w Slimburgerze i zasługuje na najwyższą ocenę. Z mocnym 4 Slimburger debiutuje w rankingu na wysokim, 15. miejscu.

Slimburger - burger przekrój

Mniej więcej na tym etapie zakończyłaby się standardowa recenzja. Co więc odróżnia tę wizytę? Chcę przekazać Wam jeszcze trochę praskiego klimatu, którego dane mi było doświadczyć. Jak pewnie wiecie. lokale z oceną 4 i wyższą dostają ode mnie naklejkę z poleceniem przez „Subiektywny Ranking Warszawskich Burgerowni”. Jeśli już podczas wizyty wiem, że ocena będzie co najmniej tak wysoka, mam przy sobie naklejki i kilka minut czasu, przedstawiam się obsłudze bądź właścicielowi, mówię o tym, że mi smakowało i wspólnie naklejamy naklejkę. Tak było i tym razem, dzięki czemu miałem poznać przemiłą właścicielkę Slimburgera, Kaśkę, autorkę pomysłu na praską burgerownię, oraz kucharza Łukasza, twórcę menu oraz producenta sosów dodawanych do burgerów. Kiedy dowiedzieli się, że ja to ja i że przyszedłem ich przetestować, okazało się że są czytelnikami bloga i czekali na tę wizytę i recenzję. Wywiązała się bardzo miła rozmowa o ich lokalu, burgerowych kompozycjach i pomyśle na biznes, która bardzo szybko przerodziła się we wspólne testowanie WSZYSTKICH sosów ręcznie robionych przez Łukasza, który odmówił wypuszczenia mnie z lokalu, jeśli nie spróbuję jego autorskiego wegetariańskiego burgera z kotletem z buraków. Rzadko kiedy spotyka się tak pozytywnie nakręcone osoby, które żyją tym co robią, szczególnie jeśli są pracownikiem lokalu tak jak Łukasz, a nie jego właścicielem – życzę wszystkim burgerowniom tak zaangażowanego personelu! W trakcie czekania na dodatkowego, buraczanego burgera, nadeszła bardziej obiadowa pora i do lokalu zaczęło się schodzić więcej osób. Czymś co mnie urzekło i czego nie spotkałem wcześniej w żadnej innej dzielnicy, była liczba gości którzy okazali się stałymi bywalcami, prawdopodobnie lokalnymi, praskimi sąsiadami, przybijającymi piątki z Łukaszem i Kaśką, zamawiającymi to co zawsze. Jeśli tak wygląda klimat praskich, codziennych relacji, to niech rozprzestrzenia się na inne dzielnice z szybkością błyskawicy! A jak już się pewnie domyśliliście, sosy Łukasza i burger z burakiem okazały się bardziej niż warte wizyty w Slimburgerze, a BBQ spowodował miękkość w moich kolanach. Niezależnie co by się miało dziać, ja na pewno tu wrócę, na burgera, po klimat i na miłą pogawędkę i Was namawiam do tego samego.

Slimburger - vege burger

Vege burger z kotletem z buraków – warto :)

P.S. Jak możecie zobaczyć na mapie burgerowni i liście lokali do sprawdzenia, Praga dopiero zaczyna gościć ten typ restauracji, jeśli więc znacie miejsca w tej dzielnicy poza tymi które przetestowałem, albo które oczekują na liście do sprawdzenia, piszcie śmiało – chętnie sprawdzę kolejne lokale z podobnym klimatem!

Slimburger - paragon

 

8 Komentarzy

  1. willydon

    Jedna z ciekawszych recenzji. Inspirujaca do wizyty w opisanym lokalu. Jak bede w Wawie postaram sie przetestowac.

    1. Rafał (Post autora)

      Dzięki. Jak miejsce fajnie inspiruje, to wychodzą ciekawsze teksty :)

  2. Ola

    Ciekawe czy pomarańcza jest calorocznym dodatkiem czy w sezonie letnim zmieniają na truskawki 😀

  3. fil

    Sprawdźcie Yogi burger na pradze!!! Smaczne burgery i przemiła obsługa :)

  4. Sylwia

    Polecam serdecznie! Często tam bywam mimo że za burgerami wcześniej nie przpadałam 😉 Zrobiłam nawet test kilku innych miejsc i Slimburger powala na łopatki wszystkie inne burgerownie :) Zawsze można też chwilę porozmawiać z Panią Kasią i Panem Łukaszem, super ludzie bardzo pozytywni! Aż chce się przychodzić :)

  5. Pietja

    Fajna recenzja i w zasadzie sama prawda.
    Mieszkam po sąsiedzku i bywam również w Yogi Burger na 11 listopada 50 – czekam na recenzję :)

  6. Jędrzej

    Zajrzałem w nadziei, że będzie coś z Pragi, a tu proszę – pierwszy wpis :-). Idę sprawdzić.

  7. Grzegorz

    Podpisuje się obiema rękoma pod tą recenzją. Magia. Najlepsze burgery jakie miałem możliwość spróbować przez rownie niespotykanych ludzi którzy to miejsce tworzą, świetne burgery i burrito’sy z równie smacznymi dodatkami, polecam i życzę dalszych sukcesów ekipie Slima. Opisany niedawno Yogi jednak pozostaje alternatywą na wolne od Slima. Wyborne jedzonko dla każdego głodomora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *