Odkrywanie północy, czyli mój pierwszy raz w Po Byku

Po Byku - burger

Jako rodowity mieszkaniec południowej części Warszawy, dość rzadko zapuszczam się w jej północne dzielnice. W związku z tym, burgerownie zlokalizowane w tej części miasta przeważnie dość długo czekają na recenzję i miejsce w rankingu. O najbardziej wysuniętej na północ znanej mi burgerowni lewobrzeżnej Warszawy, potworach północy i dziecięcych wyobrażeniach czytajcie w dzisiejszej recenzji Po Byku.

Północ Warszawy od zawsze kojarzyła mi się głównie z tym, że jest daleko. Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy przy różnych okazjach padała nazwa Żoliborz, rodzice, zasiedziali od wielu lat mieszkańcy Sadyby, łapali się za głowy wykrzykując „łoboże, jak to daleko!”. W związku z tym oraz brakiem potrzeb zapuszczania się w te rejony, dla małego dziecka mentalnie odległe niczym amazońska puszcza, nie wiedziałem za bardzo jak daleko rzeczywiście ten Żoliborz się znajduje i co tam tak naprawdę jest. Wyobrażałem sobie wykrzywione dziecięcą wyobraźnią budynki, pogorzeliska z rozlewającą się lawą i ludzi, wyglądających zupełnie inaczej niż my, bo przecież są „z daleka”. Moja dziecięca, niczym nieposkromiona wyobraźnia, popuszczając sobie wodze, nie brała pod uwagę, że co roku na wakacje jechaliśmy samochodem przez kilka godzin, w miejsca które wyglądały podobnie jak te, w których mieszkaliśmy, poza tym że były otoczone lasami i jeziorami, z normalnymi ludźmi poruszającymi się dookoła. Żoliborz, oddalony o pół godziny jazdy, był krainą z filmów dla dzieci, komiksów i bujnej wyobraźni.

Nie pamiętam już, kiedy trafiłem na Żoliborz po raz pierwszy, ale pewnie miałem już kilkanaście lat i nie spodziewałem się bajkowo-koszmarnych scen, dziwnych ludzi i potworów. Dziś bywam tu co najmniej kilka razy w roku, szczególnie latem, kiedy Targ Śniadaniowy funkcjonuje na świeżym powietrzu. W tej dzielnicy również zadomowiły się burgerownie. W pierwszej kolejności, odwiedzona przeze mnie kilka miesięcy temu Burgerownia, z burgerami w bułkach przypominających połączenie pity i panini. Drugim znanym mi lokalem tego typu na jest właśnie odwiedzone ostatnio Po Byku, do wizyty w którym zachęcaliście mnie już od dłuższego czasu.

Po Byku - lokal

Lokal bardzo ciekawie się prezentuje. Znajduje się w post-PRLowskiej konstrukcji, przypominającej duży kiosk ruchu albo sklep drogeryjny z dawnych lat, odświeżony do całkiem nowoczesnego wyglądu. Czarna kolorystyka i beczki fritz-koli przed wejściem sugerują charakter grill baru, w związku z czym pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. W środku jest dość ascetycznie, a jednocześnie wystarczająco przytulnie. Długa karta, zawierająca 16 burgerów, jest trochę zbyt przekombinowana i nie pomaga w szybkim podjęciu decyzji. Pani przyjmująca zamówienie niestety miała nienajlepszy dzień – na pytania odburkiwała, sprawiała wrażenie niezadowolonej z konieczności przyjmowania zamówień, a uśmiech na jej ustach zagościł ostatni raz chyba w czasach, kiedy stawiano budynek w którym mieści się Po Byku. Niestety, skutecznie zabiło to miłe wrażenie zbudowane przez wystrój lokalu. Ale nic to, przyszliśmy tu jeść burgery, a nie liczyć na uśmiechy obsługi!

Po Byku - menu

Wybrałem Plum Bum z powidłami śliwkowymi, bekonem, sałatą i cebulą. Dość długo czekaliśmy na burgery, pewnie z uwagi na to że była nas ósemka, ale w niektórych burgerowniach nawet z taką ilością radzą sobie dużo sprawniej. Burger był najładniejszym, jakiego dostałem od dłuższego czasu. Na załączonym zdjęciu możecie zobaczyć jak ślicznie wyglądał z bułką posypaną czarnuszką, krwistym mięsem wystającym z bułki, dobrze wysmażonym bekonem rozchylającym delikatnie bułkę i lekko widocznymi liśćmi sałaty – mógłby wygrać niejeden konkurs piękności! W smaku pierwszy kęs był obiecujący – krwiste mięso, w połączeniu ze słodyczą powideł i chrupkością boczku dawało bardzo pozytywne odczucia. Niestety, po kilku kęsach okazało się, że mięso jest krwiste tylko w części burgera, a w pozostałej jest średnio wysmażone. W połowie burgera słodycz powideł stała się tak przytłaczająca, że zaczęły się problemy z dalszym jedzeniem. Pod koniec jedzenia zazdrościłem współtowarzyszom ich wyborów, bo czułem się jakbym zjadł szklankę cukru! Ewidentnie zabrakło czegoś na przełamanie słodyczy – może więcej warzyw? A może dodatkowy sos? Najmocniejszym punktem burgera była bardzo smaczna i chrupiąca bułka. Ze wspomnianymi mankamentami, maksymalna ocena jaką mogę przyznać to 3.5, co na dzisiaj daje Po Byku 20. miejsce w rankingu.

Po Byku - paragon

1 Komentarz

  1. Wielo

    Miałem rok temu podobne odczucia, ale trafiłem tam tydzień temu i byłem pozytywnie zaskoczony! Coś się zmieniło, obsługa była super, na burgera pomimo kilku osób w lokalu nei czekaliśmy długo, a samymi burgerami byliśmy zachwyceni :) Jedliśmy Plum bum oraz Goat z cole slaw (wyśmienita!) i frytkami (świeże, chrupiące).
    Pewnie niedługo tam wrócę i sprawdzę czy nie miałem po prostu szczęścia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *