Rozchmurzanie jesieni, czyli Ćwierćfunciak na Muranowie

Ćwierćfunciak - burger

Listopad ma taką przypadłość, że nigdy nie wiadomo co czeka nas rano kiedy się obudzimy – albo piękne słońce i ciepły powiew wiatru niczym z nad Morza Śródziemnego, albo szron, przymrozek, para z ust i skrobanie samochodu z zamkniętymi z zaspania powiekami. W przepędzaniu efektów aury tego drugiego gatunku pomóc może wizyta w przytulnej burgerowni, o czym dzisiaj na przykładzie wypadu na Muranów.

Jesień w tym roku traktuje nas dość wyrozumiale. Dni pochmurne, mgliste, witające nas o poranku szronem na trawie za oknem, przeplatają się z tymi słonecznymi, takimi jak dziś, kiedy temperatura dochodzi do 16 stopni, a w powietrzu czuć coś z wiosny, do której trzeba czekać jeszcze całą zimę. Ostatnio więcej było chyba dni pierwszego rodzaju, podczas których słońce ukrywa się gdzieś daleko za chmurami i równie dobrze mogłoby przebywać w innej galaktyce, bo nie mamy najmniejszej szansy na uchwycenie choćby najdelikatniejszego promyka. Podczas takich dni, ostatnie na co mam ochotę to poranne zebranie się do wyjścia do pracy. Dużo chętniej spożytkowałbym energię na przygotowanie ciepłego, rozgrzewającego śniadania, nadrobienie filmowych zaległości, uratowanie świata przy pomocy bohatera jednej z czekających na mnie gier na konsolę, zapomnienia o wszystkim dookoła w akompaniamencie dobrej muzyki i kubka herbaty z syropem domowej produkcji… Szarość pogody lubię też przełamywać wyjściami do miejsc, które swoim klimatem, wystrojem, muzyką i ludźmi dookoła rozpędzają chmury, podnoszą temperaturę i odpychają myśli o ponurej aurze daleko stąd. Do takich miejsc, w wielu przypadkach, należą slow-foodowe burgerownie. Nowoczesne, przeważnie kameralne wnętrza, urządzone w ciekawym klimacie, z pozytywną muzyką, przyciągają równie pozytywnych fanów burgerów. Wizyta w takim miejscu brzmi jak niezły wybór na przepędzanie jesiennej szarości :)

Ćwierćfunciak - lokalĆwierćfunciak - lokal

W takim celu, niedawno w środku tygodnia wybraliśmy się na ponowną wizytę w Ćwierćfunciaku, po prawie półtorarocznej przerwie. Podczas pierwszej wizyty nie było szału, na plus wybijała się tylko bułka, mięso było zbyt wysmażone, dodatki nie miały wyrazu. W międzyczasie słyszałem jednak kilka dobrych komentarzy, więc byłem dobrej myśli. Muranów, czyli okolica w której znajduje się Ćwierćfunciak, jest wyjątkowo malowniczy jesienią. Dużo zieleni zlokalizowanej na tym terenie przybiera wszystkie barwy jesieni, dzięki czemu nawet w pochmurne dni można zachwycać się intensywnością kolorów. Burgerownia mieści się na parterze jednego z potężnych, wiekowych budynków i zaprasza do środka kolorowymi obrazkami. Wnętrze jest ciepłe i jasne, z kolorową kartą i uśmiechniętą obsługą za barem. Tego dnia miałem ochotę na jakiś nowy smak w burgerze, w związku z czym wybrałem Rasta z mango, jamaica jerk (przyprawa) i rukolą. Pomimo że było nas około ośmiu osób, burgery przyszły dość szybko, za co obsłudze należy się duży plus. Wybrany przeze mnie burger już od pierwszego spojrzenia wyglądał dość ubogo. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu, rzeczywiście nie miał nic więcej niż wymienione składniki, wypisane w karcie. Sos wylewający się ze środka, również widoczny na zdjęciu, też nie do końca mnie przekonał. Po pierwszym gryzie zaczęły wracać wspomnienia z pierwszej wizyty. Bułka była w porządku i ponownie była najlepszym elementem burgera. Mięso, pomimo jasnej prośby o KRWISTOŚĆ, było wysmażone średnio, a więc dla mnie za bardzo i, niestety, niesmacznie. Mango i widoczny na zdjęciu pomarańczowy sos dały razem za dużo słodyczy, która zdominowała smak kanapki i nie dała się przegryźć mięsu i rukoli. Można by też było dodać do tego burgera coś jeszcze. Było minimalnie lepiej niż za pierwszym razem, ale nie na tyle żeby poprawić ocenę. Zostaje 3 i awans z 32. na 30. miejsce. Raczej nie będę wracał, ewidentnie nie jest to lokal pod mój gust.

Ćwierćfunciak - menuĆwierćfunciak - paragon

Aha, w temacie jesieni chciałem podzielić się z Wami czymś jeszcze. W tym tygodniu wpadł mi w ręce bardzo fajny tekst na tasteaway, jednym z moich ulubionych blogów – z okazji jesieni i rosnącej liczby szarych dni, warto poczytać i przypomnieć sobie, że warto wybrać bycie szczęśliwym, ot tak po prostu :)

tasteaway – 10 zasad szczęśliwego człowieka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *